Historia żeglarstwa na Wigrach

HISTORIA ŻEGLARSTWA NA WIGARACH

Nieodłączną częścią bogatej historii Suwalszczyzny są dzieje żeglarstwa i turystyki
na Wigrach. Nie wiemy dokładnie, kto jako pierwszy na tym pięknym jeziorze, które jest „siedem razy proste”, rozpoczynał wiosną sezon nawigacyjny. Być może był to jakiś Jaćwing pływający na dłubance. A może kameduła dzierżący w jednej ręce wiosło, a w drugiej
i różaniec?

Kroniki na ten temat milczą.
Jak pisze dyrektor Muzeum Wigier, dr Maciej Ambroziewicz, „(…) jako pierwsza wyprawa
w pełni wodniacka o charakterze turystycznym traktowana jest wyprawa z roku 1910 Wigrami
i Czarną Hańczą”. Zapewne były to rybackie pychówki zwane z rosyjska „czajkami”. Z kolei patron naszego Oddziału PTTK, Jerzy Klimko mówił, że już w roku 1907, czyli tuż po utworzeniu suwalskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego – a jest to najstarszy oddział PTK w Polsce – zaczęto organizować wyprawy turystyczne. „(…) Prawdziwym wyczynem była wyprawa siedmiu uczniów suwalskiej szkoły handlowej pod przewodnictwem nauczyciela Zygmunta Niklewskiego. Wyruszyli pieszo z Suwałk do Wigier
 i dalej (…) na włościańskich łodziach (czyli owych „czajkach”) Kanałem Augustowskim, Biebrzą, Narwią i Wisłą do Włocławka”.
A kiedy na Wigrach pojawiły się żagle? Jak pisze cytowany już dr Maciej Ambrosiewicz, „pierwsze żaglówki na Wigrach pojawiły się w latach dwudziestych ubiegłego wieku”.
Były to zapewne dziwnie długie i wąskie statki o tureckiej nazwie „kaik”, czyli po polsku – kajak. Takie ożaglowane kaiki, czyli kajaki dotrwały do lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Takim kajakiem ja sam żeglowałem po jeziorach Sejneńszczyzny. Żeglowanie takim ożaglowanym kaikiem, czyli kajakiem uwieczniła Wanda Miłaszewska na stronach poczytnej powieści „Czarna Hańcza”. Pisarka płynęła takim „jachtem” o nazwie BÓBR po jeziorach: Białe Augustowskie, po Kanale Augustowskim, po jeziorze Serwy, i wreszcie po Wigrach. Charakterystyczną cechą owych „statków” o nazwie kajak było to, iż nie posiadały miecza,
 a więc pod trójkątnym żagielkiem mogły płynąć tylko fordewindem, baksztagiem i, od biedy, półwiatrem. Bajdewindem – ani rusz. W każdym razie, poczytna powieść, a właściwie reportaż podróżniczy Wandy Miłaszewskiej przyczyniła się do popularyzacji żeglarstwa na Wigrach.

Żaglówki bardziej przypominające dzisiejsze jachty pojawiły się nieco później. Cytowany już Jerzy Klimko wspominał, że gdy w roku 1937 spędzał wakacje u swego wujka w szkole im. Żwirki i Wigury w Starym Folwarku, to doliczył się „pięćdziesięciu żaglówek (!) stojących na bojach”.

Rozmachu w rozwoju żeglarstwa na Wigrach w okresie Polski międzywojennej, w latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego stulecia, nadali oficerowie ówczesnego licznego garnizonu suwalskiego. Jak zapisał w kronice Klubu Wodnego PTTK legendarny już bosman Kazimierz Wiszniewski, niektórzy suwalscy oficerowie pierwsze kroki w sporcie żeglarskim stawiali jeszcze w carskiej Rosji, w dalekim Chabarowsku nad Amurem. Działał oficerski Klub Żeglarski dysponujący przystanią, kilkoma łodziami żaglowymi i łodzią motorową. Klub oficerski działał prawdopodobnie w strukturach suwalskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego.
Niezależnie od klubu oficerskiego, w ramach suwalskiego oddziału PTK działała sekcja wodniacka, posiadająca trzy przystanie: w Starym Folwarku, w Gawrych Rudzie i nad jeziorem Dąbrówka. Flotę sekcji stanowiły: 34 kajaki, 18 łodzi wiosłowych, dwie łodzie żaglowe
i motorówka. Sekcja liczyła 39 członków, czyli niewiele mniej niż obecny Klub Wodny PTTK.
Cytowany już przed chwilą bosman Kazimierz Wiszniewski odnotował, że w roku 1937 Oficerski Klub Żeglarski PTK zorganizował regaty żeglarskie na jeziorze Wigry. Ile regat w okresie międzywojenny odbyło się w ogóle – nie wiemy. Żeglowali po Wigrach nie tylko oficerowie, ale też harcerze z Wodnej Drużyny Harcerskiej działającej w suwalskim gimnazjum im. Brzostowskiego.

Wydarzeniem w historii wigierskiego wodniactwa był zorganizowany w roku 1930 spływ kajakami z Wigier do Gdyni. Wojna, która wybuchła 1 września 1939 r. przerwała działalność wigierskich żeglarzy.
Po II wojnie światowej żeglarstwo na Wigrach nie odrodziło się od razu.
W Suwalskim garnizonie nie było już oficerów pamiętających czasy twórcy polskiego żeglarstwa, generała Mariusza Zaruskiego. Obecni „pagonowcy” nie lgnęli do szotów i rumpli, raczej zajmowali się określaniem azymutu … patrząc poprzez nacięcia na metalowych okuciach czapek.

Inteligencja suwalska została przetrzebiona przez okupanta, a ta część, która ocalała – bardzo zbiedniała, wręcz – spauperyzowała się, i marzyła raczej o osełce masła, nie zaś o jachcie.
Ówczesne władze centralne też „pałały miłością do żeglarstwa”, bo to – jak mówiono – sport elitarny, w którym nie biorą udziału robotniczo-chłopskie masy. I rzeczywiście, nawet najprostsze jachciki były drogie i nieosiągalne dla zwykłego zjadacza chleba. Rewolucja nastąpiła dopiero wtedy, gdy do produkcji łódek zamiast drewna zaczęto stosować żywice.

Tym nie mniej, jak pisze suwalski historyk Andrzej Matusiewicz w oparciu o relację Jerzego Klimko, w roku 1952 na terenie ośrodka wypoczynkowego PTTK w Starym Folwarku „odkryto” trzy łodzie żaglowe o imionach: „Łajba”, „Błysk” i „Śledź”. Zarządzający ośrodkiem, były major szwoleżerów, Kuchciński miał powiedzieć: „będziecie mogli łódki wyremontować i pływać, jeśli wstąpicie w szeregi PTTK”. Dwie łódki nie nadawały się w ogóle do remontu. Wyremontowano tylko „Błysk” i zaczęto na nim żeglować.

 

Nie był to jednak klub żeglarski PTTK. Grupa zapaleńców działała jako drużyna wodna przy Liceum Ogólnokształcącym im. Marii Konopnickiej. Po roku 1956, czyli po reaktywowaniu organizacji ZHP, była to harcerska drużyna wodna.

Jednak w roku 1958 drogi zapaleńców żeglarstwa i ZHP rozeszły się, do czego przyczynili się miejscowi działacze partyjni i ZHP -owcy

Wówczas grupa żeglarzy przeniosła się niejako na stałe do suwalskiego oddziału PTTK.
12 maja 1958 roku formalnie powstała sekcja żeglarska PTTK, a później Klub Wodny PTTK
Grupę pierwszych powojennych żeglarzy, twórców Klubu Wodnego, według relacji Kazimierza Wiszniewskiego stanowili:

– Jerzy Klimko,

– Tadeusz Burba,

– Ryszard Żółtowski,

– Kazimierz Wiszniewski „Bosman”,

– Władysław Bagiński,

– Roman Krasinkiewicz,

– Kazimierz Maliszewski,

– Irena Markoń,

– Konstanty Ostrokołowicz,

– Przemysław Wazbis,

– Wacław Wilczyński,

– Antoni Obermiller.

Takie były początki naszego Klubu.

Czas nie pozwala na szczegółowe omówienie jego działalności. Wspomnę tylko,
że członkowie Klubu w roku 1960 zorganizowali rejs, a właściwie spływ na trasie: Jezioro Wigry, Czarna Hańcza, Kanał Augustowski, Jezioro Studzieniczne, Jezioro Białe, Jezioro Necko, znowu Kanał, Jezioro Serwy, furmankami do Bryzgla i pod żaglami do Starego Folwarku. W puszczańskich wioskach nad brzegami Czarnej Hańczy ludzie mówili, że „jacyś dziwni ludzie na łódkach z chorągwiami jadą”.

Uczestnicy rejsu zdobyli pierwsze w Oddziale PTTK odznaki turystyki kwalifikowanej.
Później były niezapomniane rejsy po Wielkich Jeziorach Mazurskich w latach 1966 i 1978, oraz rejs na pokładzie „Zawiszy Czarnego” w roku 1977.
Komandorami Klubu byli kolejno:

– Jerzy Klimko,

– Roman Krasinkiewicz,

– Tadeusz Krasinkiewicz,

– Sławomir Czarniewski „Maciek”,

– Andrzej Tyczkowski,

– i obecnie – Romuald Sztabiński.
Bosmanami w Klubie byli:

–Kazimierz Wiszniewski „Bosman”,

– Grzegorz Wiszniewski,

– Marek Mórawski,

– Grzegorz Grabowski,

–i obecnie – Jan Rudzki.
Klub Wodny PTTK w Suwałkach liczy dziś ponad 50- ciu członków, którzy pływają na ponad dwudziestu jachtach żaglowych. Corocznie organizuje lub współorganizuje regaty o Błękitną Wstęgę Jeziora Wigry (w tym roku była to już 62 edycja tych regat), o Puchar Dyrektora Wigierskiego Parku Narodowego, o Puchar Wójta Gminy Suwałki. Trudno nam byłoby zorganizować te imprezy bez wsparcia, w tym również wsparcia materialnego i finansowego, naszych wypróbowanych Przyjaciół.

Kończę naszym żeglarskim pozdrowieniem: A – hoj!

Eugeniusz Pietruszkiewicz

Prezes Zarządu Oddziału PTTK w Suwałkach im. J. Klimko

24.11.2018